In Lifestyle

Wydałam 10 tysięcy na odchudzanie

Pomimo programów typu Supermodelka Plus Size na świecie panuje kult szczupłego ciała. Modelki, celebrytki, aktorki wszystkie wyglądają perfekcyjnie. Wiele dziewczyn dąży do wymarzonej figury najchętniej w rozmiarze S lub XS czasami głodząc się, objadając a później wymiotując, czy łykając podejrzane tabletki. Część z nas wierzy w sukces na skróty bo przecież są tabletki odchudzające, zabiegi ale czy faktycznie tędy wiedzie droga do szczupłej i zdrowej sylwetki? Przeczytajcie moją historię.

Ja niestety również wpadłam w tą spiralę odchudzania. Nigdy chyba nie byłam zadowolona ze swojej figury, wiecznie coś mi nie pasowało. Otaczały mnie szczupłe koleżanki więc czułam się gorsza. Zdeterminowana byłam do tego stopnia, że poszłam nawet na konsultację do chirurga, który w pierwszym momencie powiedział mi, że nie potrzebuję zabiegu. Przekonałam więc go, że jednak potrzebuję. Opowiedział mi co i jak i wtedy dopadło mnie przerażenie, ponieważ byłby to mój pierwszy zabieg i to na dodatek w uśpieniu. Przestraszyłam się i stwierdziłam, że zacznę od metod mniej inwazyjnych, a jeśli te nie pomogą to wtedy zostanie mi chirurg.

I tak się zaczęła moja przygoda z zastrzykami, zabiegami z użyciem dużej dawki ciepła (Velashape) i zimna (Cooltech) oraz masażami. Zabiegi były bolesne i zdarzało mi się płakać a to wszystko w imię piękna. Najprzyjemniejsze oczywiście okazały się masaże (drenaż limfatyczny), po których nomen omen miałam wrażenie lekkości. Wszystko początkowo zapowiadało cudowne efekty, niestety finał okazał się bardzo mizerny. Waga pokazywała niewielki spadek, a centymetry drgnęły w granicy błędu pomiaru. Na całość tej zabawy przeznaczyłam 10 tysięcy złotych, bo mniej więcej tyle kosztowałoby zabieg Body Jet na wybrane przeze mnie okolice. Podsumowując więc byłam o 10 tys. zł biedniejsza, odrobinę szczuplejsza i nadal niepocieszona widząc się w lustrze. Do dziś jak myślę co mogłabym sobie kupić za te pieniądze to nie muszę Wam chyba mówić co mnie trafia.

Jednak po tych wszystkich zabiegach wrócił mi rozum i postanowiłam spróbować tradycyjnych metod. W przypływie mojej mądrości zapisałam się do dietetyka. Przemiłej dziewczyny, która skutecznie choć nie bez oporu zmieniła moje nawyki żywieniowe, podrzucała ciekawe przepisy i motywowała mnie bym trzymała się planu. W połączeniu z ćwiczeniami 3 razy w tygodniu uzyskałam efekt o jaki mi chodziło. Wrócił uśmiech, czułam się lżej i moja sylwetka wyglądała bardzo dobrze. Znów podobałam się sobie. Cały proces przemiany trwał jednak dłużej niż 1 zabieg, ale tu pomału gubione kilogramy napędzały mnie do walki o więcej.

Podsumowując nie neguję, że zabiegi, którym się poddałam nie działają, jednak jak dla mnie mogą wspomóc proces odchudzania ale nigdy go nie zastąpią. Teraz już to wiem, dlatego nie powielajcie mojego błędu i głupoty. Jak zwykle najlepsze okazują się sprawdzone metody choć wymagające samodyscypliny i odrobiny wysiłku na początku. Jak się już wciągniemy to potem przyzwyczajenie i endorfiny zrobią swoje. Jak widzicie na moim przykładzie, by osiągnąć sukces nie ma drogi na skróty, trzeba zrobić swoje. Nie ma też wymówek w stylu, jakbym miała pieniądze byłabym szczuplejsza, bardziej zadbana, jak widzicie powyżej nie koniecznie. A dodatkowym plusem ćwiczeń i trzymania diety jest lepsze zdrowie, doskonałe samopoczucie, większa chęć do działania a niższa waga to faktycznie efekt uboczny. A zaoszczędzone pieniądze wydajmy lepiej na kosmetyczkę i fryzjera.

Ja podchodzę to mojej tradycyjnej metody już drugi raz i wiem na pewno, że się uda.

Share Tweet Pin It +1

You may also like

Catering dietetyczny – test

Posted on 22 maja 2017

Previous PostPraca marzeń czyli pomysły na własny biznes
Next PostSkuteczne odchudzanie w 2 krokach

No Comments

Leave a Reply